Białe ściany

Kiedy byłam mała – miałam jakieś 5 lat, może nawet mniej – i kiedy łóżko, które za dnia było tapczanem (tak, tapczanem – w latach dziewięćdziesiątych nikt nie miał „sofy”!), było dla mnie tak duże, że wzdłuż zmieściłyby się na nim dwie Zosie… wtedy właśnie co wieczór, przed snem wyobrażałam sobie historie z Zorro w roli głównej. Tak. Zorro. Byłam wówczas żarliwą fanką serialu z lat 50., Don Diego de la Vega był więc jednym z moich największych – jeśli nie największym – idoli wśród męskich bohaterów, a ponieważ Anna Maria była jego ukochaną (i do tego nosiła ładne spódnice), naturalne było, że jako pięciolatka stałam się twórczynią pierwszego i zarazem ostatniego w moim życiu fanartu. Z zamaskowanym jeźdźcem w roli głównej.
Codziennie przed snem, gdy po wysłuchaniu n-ty raz „Przygód kilku wróbla Ćwirka” zostawałam w pokoju sama przy włączonym świetle, robiłam dwie rzeczy. Wyciskałam w ścianie wzorki, a potem, wciąż leżąc na boku, wymyślałam kolejne scenariusze przygód Zorro. Wszystkie miały jednak te same główne elementy: Anna Maria wpada w kłopoty, Zorro wpada w kłopoty, Zorro ratuje Annę Marię, wszystko kończy się dobrze.
Sprawa wyglądałaby dość banalnie, gdybym nie napisała, że zanim poświęcałam się radosnej twórczości związanej z moim ulubionym serialem, na pięć minut stawałam się wandalem własnego pokoju.
Otóż… Nigdy całkowicie nie pojęłam konstrukcji mojego rodzinnego domu. Nigdy też specjalnie mi na tym nie zależało. W szkole podstawowej mówiłam po prostu moim znajomym, że mam styropianowe ściany – i to właściwie byłaby kwintesencja tego, co jest potrzebne do zrozumienia jednego z największych hobby mojego wczesnego dzieciństwa. Pod farbą znajdowała się bowiem cienka, cieniutka warstwa tynku, a zaraz pod nią – styropian. W późniejszych latach plakaty, obrazki i różne dziwne rzeczy przypinałam do ściany pinezkami. W czasach wróbla Ćwirka nie słuchałam jeszcze Avril Lavigne, dlatego ściana służyła mi za materiał, w którym łatwo można było wyżłobić efektowne ornamenty.
Byłam więc prawdopodobnie pionierem wciąż nieznanej techniki ścianorytu. Jak każdy wybitny artysta, nie zostałam doceniona, a wszelkie ślady mojego geniuszu zaczęły być konsekwentnie usuwane przez mojego tatę (Dedal nigdy nie zrozumiał Ikara), aby ten wreszcie zlikwidował je całkowicie, kiedy miałam lat jedenaście.

Przez kilka lat zupełnie nie pamiętałam o fakcie, że swego czasu każdy wieczór spędzałam w ten sposób. Nie mam pojęcia, czy trwało to rok, dwa lata czy trzy tygodnie. Nie wiem, czas wtedy płynął inaczej.
Ale kiedy wczoraj zasypiałam, a przez głowę przebiegały mi te wszystkie myśli, które potrafią przebiegać przez głowę, kiedy się zasypia, nagle uderzyło mnie wspomnienie – przecież kiedyś też nie mogłam zasnąć przez natłok myśli, ale bynajmniej nie dlatego, że wracały do mnie wszelkie problemy, dziwne sytuacje, nierozwiązane sprawy albo pobożne życzenia, ale dlatego, że… rysowałam paznokciem w ścianie, dłubałam piękne „Z” na wzór tego zostawianego szablą na wszystkim, co się da przez Don Diego de la Vega, po czym wchodziłam do cudownego, kolorowego świata – czy to w Hiszpanii, Meksyku, Kalifornii czy gdziekolwiek indziej, gdzie rosną kaktusy i jest gorąco – w którym kobiety chodzą we wzorzystych sukniach, spódnicach i bluzkach odsłaniających ramiona, każda miłość jest spełniona, a Zorro zawsze przybywa na czarnym Tornadzie i ośmiesza „złego glinę”, który do następnego odcinka jakby zapomina, że jest taki żałosny.
Zacznę myśleć o Zorro.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Białe ściany

  1. kijanka pisze:

    Ja wciąż nie mam „sofy”. I nie zamierzam mieć.Co w tym dziwnego?

  2. rz pisze:

    Zosia :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s