Czy pszczoły umieją kłamać?

Nie podejrzewałam, że podczas studiów będę tak zajęta. Hm, właściwie to nie wiem, jak to sobie wyobrażałam, bo z jednej strony wiedziałam, że ze względu na moje plany dotyczące szkoły, pracy i aktorstwa na nic innego nie będę miała na nic czasu, ale z drugiej… Jakoś nie przypuszczałam, że będę albo tak zajęta, albo tak zmęczona, żeby nie pisać na blogu przez prawie dwa tygodnie.

W skrócie: jest świetnie. Naprawdę! Jest super. Moje poczucie, że być może filologia romańska była pomyłką, zniknęło i choć na przedmiotach takich, jak wstęp do literaturoznawstwa czy wstęp do językoznawstwa rozumiem niewiele, w pewnym sensie cieszę się, że mogę w nich brać udział, z kolei podczas praktycznej nauki języka francuskiego, na fonetyce czy LSSie (literatura, sztuka, społeczeństwo francuskie) idzie mi całkiem nieźle. Większość wykładowców – a właściwie wykładowczyń – jest naprawdę w porządku, a już całkiem zakochałam się w zajęciach z fonetyki praktycznej – pani doktor brzmi jak rodowita Francuzka! Siedziałam na fonetyce i uśmiechałam się tylko dlatego, że nie mogłam nasłuchać się tej pięknej wymowy.

W ogóle mam wielką motywację do przykładania się na zajęciach i do nauki w domu. We wtorek miałam łacinę. Kiedy po zajęciach jechałam pociągiem do domu, a właściwie do mojego miasta na lekcję jazdy, przez całą – godzinną – drogę odrabiałam zadanie domowe z łaciny. To samo podczas podróży powrotnej. Zadanie było krótkie – mieliśmy z krótkiego tekstu wypisać słówka, a dodatkowo przy czasownikach napisać ich cztery formy podstawowe (które są wypisane przy każdym czasowniku w słowniczku) i określić koniugację. Tyle że ja postanowiłam odmienić wszystkie czasowniki przez wszystkie osoby w czasie teraźniejszym i dopiero wówczas, gdy miałam to zrobione, przetłumaczyłam resztę słówek. Na tym jednak nie skończyłam, bo doszłam do wniosku, że skoro mam już wszystkie czasowniki we wszystkich osobach, a do tego tłumaczenia prawie całej reszty słów, nie pozostaje nic innego, jak przetłumaczyć cały tekst. I to też, oczywiście, zrobiłam.

Nie powiem jednak, że jestem wzorową studentką. Minął dopiero pierwszy tydzień, w którym mieliśmy wszystkie zajęcia według planu, a ja już spóźniłam się dwa razy. I to nie pięć minut. Nie dziesięć. CZTERDZIEŚCI.
Swoją niewzorowość zaczęłam z grubej rury, bo już w poniedziałek rano – jechałam na fitness w ramach WFu, który miałam mieć na Morasku, czyli w kampusie UAM daleko na północy Poznania. Wiedziałam, że mam dotrzeć na ulicę Umultowską 85, ale na tym kończyła się moja wiedza. Wyszłam z domu o odpowiedniej porze, tramwaj nadjechał o odpowiedniej porze, ale oczywiście zatrzymywał się po drodze na czas dłuższy, niż powinien. Z tramwaju miałam przesiąść się do autobusu, ale autobus spóźnił się jakieś 15 czy 20 minut. Kiedy już do niego wsiadłam, nie wiedziałam, gdzie mam wysiąść, więc pojechałam jakieś dwa przystanki za daleko – na pętlę, gdzie stwierdziłam, że nie mam innego wyjścia, jak tylko jechać z powrotem. Po dwudziestu minutach stania na pętli autobus ruszył. Kolejny problem pojawił się jednak, gdy zorientowałam się, że droga powrotna różni się od drogi, którą przejechałam, w związku z czym wysiadłam na przystanku, z którego wcześniej jechał mój autobus. Zaczekałam na kolejny i znów pojechałam w stronę kampusu, tym razem wysiadając tam, gdzie miałam – co nie oznaczało końca problemów, ponieważ i tak nie wiedziałam,do którego budynku mam iść – na Morasku jest kilka wydziałów i chyba każdy z nich mieści się w osobnym, ogromnym budynku. Wcześniej, w autobusie, udało mi się w internecie w komórce znaleźć informację o tym, że WF mam w salce wydziały fizyki (było już po 9.00, a moje zajęcia zaczęły się o 8.45, więc pogodziłam się już z faktem, że prawdopodobnie jedyna nieusprawiedliwiona nieobecność, na którą mogę sobie pozwolić, przepadnie już na pierwszych zajęciach), więc razem z inną zagubioną dziewczyną (która WF zaczynała dopiero o 9.30) udałam się w stronę wydziału fizyki. Stamtąd pani szatniarka wskazała nam drogę do innego budynku. Na miejsce dotarłam o 9.15. WFistka nie miała problemu z wpuszczeniem mnie na salę, pod warunkiem, że włożę obuwie sportowe. Kiedy wreszcie stawiłam się na zajęcia w halówkach i płaszczu, „bardzo, bardzo, bardzo” przepraszając, wybaczyła mi, wykazując pełne zrozumienie dla pierwszoroczniaków.

Z kolei kilka dni później zajęcia zaczynałam PNJF-em o ósmej rano. Obudziłam się [i wstałam] o 7.38. Tutaj było mi już dużo bardziej przykro, bo PNJ naprawdę lubię i bardzo mi zależy na praktycznej nauce języka, ale po wewnętrznej walce, jaką odbyłam, oraz po typowych ostatnio zakłóceniach w komunikacji miejskiej również stwierdziłam, że najlepiej, jeśli stawię się w uczelni, ale zaczekam do końca zajęć, a jak tylko ludzie z mojej grupy zaczną wychodzić z sali, szczerze i pokornie porozmawiam z wykładowczynią – skoro już ma mi przepaść nieusprawiedliwiona nieobecność, załatwię to przynajmniej jak porządny człowiek, a nie jak olewus. Po wpół do dziewiątej stałam z drożdżówką przed tablicą z planami zajęć romanistów, w głowie opracowywałam termin ewentualnego odrobienia zajęć z inną grupą, kiedy na korytarzu minęła mnie idąca w stronę sekretariatu pani magister vel doktor. Przywitałam się i powiedziałam, że miałam być teraz na zajęciach, ale zaspałam, więc po prawie czterdziestu minutach od rozpoczęcia nie chcę przeszkadzać, a potem chciałabym z nią porozmawiać i ustalić termin, w którym mogłabym nieobecność odrobić. Dobra to kobieta, wiedziałam to już na pierwszym peenjocie, a tamtego ranka tylko się to potwierdziło – po okazaniu zrozumienia i współczucia na twarzy, pani doktor powiedziała, że nic się nie stanie, jeśli teraz dołączę do grupy. Tak też zrobiłam.

Na szczęście teraz już nawet na wpół przytomna rano wiem, że kiedy budzik dzwoni, NIE MOGĘ go wyłączyć. Zawsze ustawiam trzy alarmy w kilkuminutowych odstępach, bo znam siebie i wiem, że jeden by nie wystarczył; telefon z kolei kładę na szafce na drugim końcu pokoju, zmuszając się tym do wstania i przejścia tych paru metrów, na wypadek, gdybym chciała wyłączyć budzik i spać dalej – niestety, w ostatnich dniach dowiodłam, że i te metody mogą zawieźć w walce ze snem. Teraz, choćby nie wiem jak ciemno by było, choćby nie wiem, jaki mróz uderzał mnie po bosych stopach, kiedy wychodzę z łóżka, choćby nie wiem, jak chciałoby mi się spać – na dźwięk budzika WSTAJĘ.

W zeszłym tygodniu też zaspałam – miałam iść do pracy na ósmą, po półtorej godzinie iść na zajęcia, a po nich wrócić do pracy. Plan się nie udał, bo zamiast wstać o szóstej, wstałam o 8.30.

Co do innych rzeczy, które dzieją się w moim życiu poza studiami – poznaję nowych ludzi, co mnie bardzo cieszy. Jak już pisałam, odpuściłam sobie wszelkie studenckie imprezy integracyjne, z kolei na uczelni nawiązałam kontakt tylko z kilkoma osobami, które, jak się potem okazało, trafiły do innej grupy niż ja. W drugiej połowie tego tygodnia zaczęłam na szczęście rozmawiać też z innymi. Powolutku, pomalutku zintegruję się z moimi nowymi towarzyszami.

Pierwsze zajęcia z aktorstwa zaliczone. Impreza – hi, hi – integracyjna – również. Prawdopodobnie będę chodzić na nie w niedziele, a w poniedziałki pracować. Tak czy siak, od tygodnia nie mogę doczekać się jutrzejszych zajęć, nie wspominając już o tęsknocie za samymi ludźmi. Mowa oczywiście o pojedynczych osobach, nie o wszystkich, których poznałam w związku z teatrem. O tych relacjach nie będę tu nawet pisać, bo już wystarczającą ilość razy wspominałam o tym, że są osoby, z którymi łączy mnie taka wyjątkowa więź, której nie potrafię opisać. Tak więc, po pierwsze, jest to zbyt skomplikowane do opisania, po drugie – trudno zrozumieć coś, czego samemu się nie doświadczyło, po trzecie – nie wnikam tu w prywatne sprawy, takie jak moje głębokie uczucia, po czwarte – określać, znaczy ograniczać. Jest super, jest super, więc po co tyle o tym gadać.

No i pracuję w kinie – teatrze. Pieniądze, marne, bo marne – są, unikalny kontakt z kulturą – też. Czyli git. Na tym poprzestanę.

Na zakończenie dwie kwestie.
1. „Disco” to po łacinie „uczę się”.
2. Pszczoły mają swój język, ale nie potrafią kłamać.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Czy pszczoły umieją kłamać?

  1. abzi pisze:

    też miałam na pierwszym roku łacinę, ale ja w przeciwieństwie do ciebie raczej jej nie polubiłam :D Napisałaś, że z literatury rozumiesz niewiele – ale chyba nie macie jej po francusku, skoro od postaw się uczycie? niezły hardkor by to był. Ja swoje zajęcia z literatury w sumie lubię, chociaż trochę mnie zniechęca, że większość książek w oryginale czyta mi się dość ciężko, bo napisane dawno i język trochę już nie taki, do którego jestem przyzwyczajona, no ale cóż. Takie życie! W każdym razie – powodzenia :)

    • Signorina Sofia pisze:

      Literatura idzie mi dobrze, ale na literaturoznawstwie czasem muszę się naprawdę skupić, żeby wszystko zrozumieć.

  2. Dynka92 pisze:

    Łacina, skąd ja to znam;) też miałam na pierwszym roku i dzięki świetnej prowadzącej nawet nieźle sobie radziłam. Tylko chyba bez takiego zapału:D A jeśli chodzi o spóźnianie się, to z poznańskim MPK przygotuj się na więcej takich sytuacji:) Uwaga, niedługo zjawię się na herbatce! Musimy dopracować szczegóły, bo wbić się w Twój grafik Zosiu pewnie nie będzie łatwo… :D

    • Signorina Sofia pisze:

      W tym tygodniu mam więcej luzu, bo unikam spotkania z szefową z Warszawy, nie chodząc do pracy ^^

  3. Agnieszkasz pisze:

    życzę Ci mnóstwo zapału do pracy i sukcesów w tym „nowym świecie”
    pozdrawiam :)

  4. Kamil pisze:

    napisałbym coś, ale co ja tam wiem.

  5. kokoniasta pisze:

    Walki budzikowe skąd ja to znam! Niestety w moim przypadku już chyba żadna metoda nie działa!

  6. rz pisze:

    Zośka! nie opieprzaj się!

  7. sunycia pisze:

    Z kim masz łacinę? Ja miałam z p. Naftyńską. Była to osoba wymagająca, co sprawiało, że ludzie za jej przedmiotem nie przepadali, ale ja akurat przepadałam i to bardzo :) Niestety teraz pozostały mi w głowie przede wszystkim sentencje.
    Z budzikiem ja robię tak – wyłączam go i podnoszę nogi, żeby nie usnąć. Z reguły ta sztuczka się udaje. Z reguły.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s