Panie przodem

Wpis ten dedykuję: Kamilowi, który zmotywował mnie do ruszenia tyłka, a z którym mam ponoć wkrótce zerwać, bo oboje jesteśmy zbyt piękni, by być razem; Magdzie vel abzi, która zawsze czeka na nowy wpis, choć ja sama o tym zapominam!

…przedstudenckich perypetii ciąg dalszy. Kijanka i ja w porozumieniu z naszymi matulami postanowiłyśmy odwiedzić raz jeszcze pana Właściciela w naszym mieszkaniu, zanim dostaniemy klucze i będziemy miały wprowadzać się na dobre. Już wcześniej pisałam, że zrobiłyśmy listę rzeczy, które będą nam potrzebne w domu lub które pomogłyby w stworzeniu przyjemnego klimatu, a teraz chciałyśmy sprawdzić, ile z nich już jest w mieszkaniu, a ile będziemy musiały przywieźć (z naszych domów lub – za odpowiednią opłatą – ze sklepów).
Kiedy miałyśmy już mnie więcej ustalony plan wycieczki, w niedzielę zadzwoniłam do pana Właściciela.
-…chciałybyśmy po prostu obejrzeć mieszkanie dokładnie, sprawdzić, co jest…
– No, he, he, tak jak mówiłem, wszystko tu jest na miejscu, wszystko jest! Tylko, eee, he, he, jakieś, yyy, żelazko, no, też jest, ale to byście raczej musiały mieć swoje, no bo, no bo jak się przepali czy yyyy, to, że tak powiem, wasz sprzęt.
– Tak, tak, ale chodzi nam też o takie wyposażenie jak… na przykład – szklanki czy…
– Nooo, szklanki, yyy, też są. Wszystko jest, w zasadzie nie wiem, co, yyyy, co byście chciały oglądać.
Nie traciłam cierpliwości. Przewracałam oczami do komórki, ale głos miałam niezmącony krztą irytacji.
– Tak czy siak uznałyśmy, że lepiej sprawdzić wszystko już teraz, spisać, ewentualnie dokupić, skoro mamy czas i możliwość – żebyśmy nie musiały wszystkiego załatwiać na ostatnią chwilę, panikować, bo czegoś zabraknie i tak dalej.
Właściciel tak bardzo pokazywał, że nie rozumie, dlaczego chcemy znów nawiedzić go w domu, że można by pomyśleć, że w jedynym pokoju na parterze, do którego nie mamy dostępu, ma jakieś tajne laboratorium z próbkami zmutowanych najgroźniejszych wirusów, które mają doprowadzić do zagłady świata. Albo chłodnię, w której trzyma martwe ciała [kolejnych lokatorów].

Co prawda mówił, że oczywiście możemy obejrzeć mieszkanie („ale właściwie, he, he, no, nie wiem, po co”), ale powtarzał to tylko co jakiś czas jako przerywnik jego wywodów, które przytoczyłam wyżej. Wreszcie stwierdził, że bardzo go to zaskoczyło, ale to dobrze, dobrze, pierwszy raz spotyka yyy takiego takich taką ekipę yyy osoby odpowiedzialne takie yyyyyy hehe zapobiegawcze. Pogadałby sobie jeszcze dłużej, ale zachowując cierpliwość i uprzejmość tak długo i tak mocno, jak potrafiłam, udało mi się potwierdzić, że możemy wpaść nazajutrz o 16.30, i zakończyć rozmowę.

Wczoraj pojechałyśmy więc do Poznania. Moja mama, Kijanka, jej mama i ja. Moja mama prowadziła – po raz pierwszy odważyła się (tylko dlatego, że obok miała pilota w osobie mamy Ani) samodzielnie pojechać do Poznania – i po tym Poznaniu samochodem się poruszać! Bez problemów dotarłyśmy pod dom, w którym będziemy mieszkać, a ponieważ była dopiero 16.00, postanowiłyśmy pójść na kawę do Maca 5 minut drogi stamtąd.
Wypiłyśmy kawę, wróciłyśmy do mieszkania. Pan Właściciel nas wpuścił, chociaż minę wciąż miał taką, jakby za którymiś drzwiami ukrywał wszystkie niespodzianki z Jumanji. Obejrzałyśmy wszystko z dokładnością komornika, mamy obejrzały mieszkanie po raz pierwszy i już po paru minutach podziękowałyśmy panu i wyszłyśmy.
Przez następną… godzinę albo nie-wiem-jak-długi czas jechałyśmy w stronę Ikei. Błąkałyśmy się w te i we wte, aż wreszcie trafiłyśmy na odpowiedni parking. Byłam przygotowana na to, że skoro już tu jesteśmy, to kupimy jak najwięcej potrzebnych rzeczy, żeby rzeczywiście załatwić wszystko, dopóki możemy to zrobić na spokojnie, nie spieszyć się i nie poganiać; nie odkładać zakupu danego przedmiotu, skoro możemy to zrobić tu i teraz. Niestety, nie poszło to zgodnie z planem.
Udało nam się jednak zdobyć kilka pozycji z listy: konewkę, podkładki pod garnki, zestaw nożyczek, dwie szklane salaterki, dwa zaparzacze do herbaty, patelnię, deskę do krojenia… Marzyła mi się jakaś ładna narzuta na łóżko, poduszki – niestety. Nie jestem taką fajną blogerką, nie zobaczycie tu wyników kolejnych zakupów w Stradivariusie albo nowej pościeli za 149 złotych. Przykro mi.
Wróciłam do domu o 21.30.

Dziś kupiłam z moją mamą jeszcze parę rzeczy, a i tak to nie wszystko, czego potrzebujemy.
Na 17.00 poszłam na lekcję teoretyczną na kursie jazdy. Przez bite dwie godziny słuchałam wykładu o wszystkich znakach drogowych, każdy zapamiętywałam i też się udzielałam, jak na psychologiczną prymuskę przystało (i bardzo dobrze, bo dzięki temu pamiętam, jakie popełniłam błędy). Kiedy zajęcia zbliżały się do końca, czułam się, że tak to ujmę, syta wiedzą. Jeśli nie przejedzona. Tak nagle wsypałam do głowy tyle informacji, i to w tak krótkim czasie, że niemal słyszałam uaktywnione synapsy. Wyszłam z budynku, czując się jak Neo po nauce wschodnich sztuk walki z kabla w szyi.

Jutro powtórka z rozrywki.

Póki co, pozostaje mi polowanie na komary i przekonywanie samej siebie, że z rozpoczęciem studiów życie się nie kończy, a opuszczenie domu rodzinnego to naturalna kolej rzeczy. Niby „nie wyprowadzam się na stałe”, ale spójrzmy prawdzie w oczy – w domu będę w niektóre weekendy i wakacje, tak przez całe studia, a po studiach – też raczej nie wrócę do mieszkania z rodzicami.

Hakuna matata, hakuna matata…

***

Wyjaśnienie dla podekscytowanych koleżanek i nieznajomych: nie, mój stan cywilny i sercowy się nie zmienił.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Panie przodem

  1. Kasia pisze:

    Podoba mi się Twój styl pisania i to jak postrzegasz rzeczywistość, tylko widzisz, nikogo za bardzo nie obchodzi, że dane wydarzenie zdarzyło się o 15, a inne w czwartek. Mam wrażenie, że gdy pominąć tego typu szczegóły, znacznie przyjemniej czytałoby się Twoje posty :)
    Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi za złe tych słów.
    Kasia

    • Dzięki za radę :) Wiesz, to raczej nie wynika z tego, że wydaje mi się, że to jest istotne, ale z mojej wrodzonej dokładności ;) (czasem zastanawiam się, czy nie mam jakiejś lekkiej formy nerwicy natręctw) – LECZ postaram się to poprawić, przynajmniej trochę (bo całkowicie też tego nie zredukuję, bo taka już jestem, a to jednak mój blog i chcę… ujawniać się właśnie taką, jaką jestem).
      A, co do tych godzin w tym wpisie – „godzina jazdy”, „byłam w domu o 21.30” – to ma pokazać, ile to wszystko trwało, ile błąkałyśmy się po mieście, jak ciężko było nam znaleźć drogę powrotną. Nie na zasadzie pisania: „Po tym, jak o 7.53 skończyłam jeść kanapkę z szynką, którą zaczęłam przygotowywać o 7.37…”. Tak źle jeszcze ze mną nie jest!

  2. Kamil pisze:

    nowy post yeah! :)

  3. abzi pisze:

    jak ja ponaglałam nie dostałam dedykacji, SPRZECIW.
    co to za pingwiny na dole? :D

    • Jak to – nie dostałaś? Nie wiem, o czym mówisz.

      Pingwiny z Arktyki wygoniło globalne ocieplenie, a wiatr północny przywiał aż tu.

    • Ev pisze:

      Pingwiny <33
      Wspominałam już, że lubię pingwiny otaczające mój kursor? Pewnie tak..
      I proszę nie zapominać, że ja również czekam na nowy post! :) Szczególnie jak ma się pojawić w ciągu 24 godzin, czy coś w tym stylu .:D

  4. unmadebed pisze:

    Przygotowywanie się do mieszkania ‚samodzielnego’ to jest jakiś hardcore. Do Ikei całe szczęście jeździ już tramwaj [wczesniej byly darmowe autobusy wiec też nieźle] i mogę Ci powiedzieć, że i tym środkiem lokomocji przy odpowiednim wysiłku można przewieźć zakupy. Teraz czeka Cię kilka lat kombinowania jak zdobyć niezbędne sprzęty/jedzenie/bilety, ale uważam, że ma to swój urok i hartuje na przyszłość ;) W razie czego – zaprawiona w bojach – służę pomocą ;)

  5. abzi pisze:

    Och to ja zawsze czekam na nowy wpis, jestem wzruszona, dziękuję!
    pozdrawiam całą moją rodzinę i sąsiadów!

  6. karola pisze:

    ja tu wchodzę 3 razy dziennie aby przeczytać nowy wpis a tu cisza!
    koniec!
    foch!

  7. sunycia pisze:

    To zdjęcie z tymi ciałami mnie rozwaliło. Sama mam w szafie tylko jednego trupa, a tu aż tyle…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s