Najdłuższe wakacje życia

…Ile już razy słyszałam to określenie…! Wakacje po maturze słyną, najczęściej wśród młodszych roczników, z tego, że zaczynają się jeszcze wiosną, a kończą jesienią. Przez całe liceum obserwowałam, jak pierwsze i drugie klasy śmieją się z maturzystów, że już w maju muszą zdawać pierwszy poważny (i w mniemaniu wielu – najważniejszy) egzamin w całym czasie edukacji, na co ci najstarsi ripostują, że matury miną szybko, a po nich czekają ich „najdłuższe wakacje życia”. Cztery miesiące lata, bez względu na to, czy będzie to wiosną, latem czy jesienią. Leżenie do góry brzuchem, laba na całego – od maja do października.

Nieraz wygląda to jednak nieco inaczej. Część maturzystów rzeczywiście wykorzystuje każdy dzień między ostatnim egzaminem a rozpoczęciem roku akademickiego do końca, wyciskając z niego, ile się da – w końcu już nigdy może nie powtórzyć się okazja, żeby wstawać o trzynastej, rozpoczynać dzień sprawdzeniem facebooka i kontynuować tę czynność (ewentualnie przeglądając też kwejki, soupy, demotywatory i inne kompletnie bezsensowne pożeracze czasu) do trzeciej w nocy, i powtarzać ten rytuał codziennie przez sto dwadzieścia dni. Część znajduje sobie pracę – z różnych powodów, czy to z chęci przynajmniej częściowej niezależności finansowej, czy po to, żeby rodzice dali spokój.

Ja jako takie wakacje zaczynam odczuwać dopiero teraz. Nie w kwietniu, kiedy maturzyści zakończyli rok szkolny. Nie w maju, gdy napisałam wszystkie matury. Nie w czerwcu, kiedy wakacje zaczęła cała reszta uczniów. Teraz, kiedy za mną są trzy z czterech egzaminów na studia (a wrocławski, który mnie czeka, będzie podobny do krakowskiego), jestem zarejestrowana na UAM i czekam na wyniki rekrutacji, a w poniedziałek rozpoczynam warsztaty aktorskie w Teatrze Polskim w Poznaniu.
Po warsztatach chcę zaliczyć kurs na prawo jazdy i jak najszybciej zdać egzamin, chętnie też znalazłabym jakąś pracę. Jako kelnerka, kasjerka, bileterka, szatniarka. Nigdzie nie wyjeżdżam, bo warsztaty i wyjazdy na egzaminy wystarczająco pokiereszowały rodzinne fundusze, a sama jestem na utrzymaniu rodziców, więc o wycieczce z własnej kieszeni nie ma mowy. Na szczęście na kurs jazdy mam odłożone pieniążki z osiemnastki, więc przynajmniej o to nie muszę się martwić.

Ostatnio miałam naprawdę bardzo mało czasu. W roku szkolnym – nauka i lekcje z Panem Aktorem. Po maturach – przygotowanie do egzaminów na całego. W międzyczasie urodziły się szczeniaczki, którymi trzeba się zajmować i którym od kilku tygodni szukam domu – na szczęście wygląda na to, że z pięciu piesków dom znalazły już trzy (jutro dwa z nich ma odebrać jakiś chłopak, a jedna suczka jest zarezerwowana do 4 sierpnia dla pewnej pani, która „wszystko już załatwiła” w związku z nowym członkiem rodziny i nawet poprosiła mnie, żebym mówiła do małej „Nuka”). Przez kilka dni między egzaminami pełniłam rolę opiekunki-pielęgniarki 81-letniej chorej m.in. na Alzheimera babci, która mieszkała u mnie po wyjściu ze szpitala.
W takich okresach nie ma dla mnie nic bardziej odstresowującego niż chwila ciszy dla siebie. Może przy książce, może przy filmie czy serialu, może właśnie w internecie, tracąc czas. Ale dla siebie. Bez tłumaczenia się znajomym, dlaczego nie mogę się spotkać, bez bezcelowych dyskusji, bez wysłuchiwania, co jest dla mnie najlepsze, kiedy ci wszyscy dający złote rady nie mają pojęcia o sytuacji, w jakiej się znajduję.

Warsztaty… W zeszłym roku byłam naprawdę inną osobą, niż jestem teraz. Ba, zmieniałam się przez cały czas spotkać z Panem Aktorem. Zajęcia z aktorstwa to nie korki z matmy. Powodów, dla których zdecydowałam się na warsztaty w zeszłym roku, było wiele (pisałam o tym wiele razy na moim blogu na Onecie). Teraz, nawet pomijając to, że się zmieniłam, wystarczyłby jeden powód: pamiętając zeszłoroczne wakacje po prostu nie mogłabym sobie darować tego jedynego w swoim rodzaju doświadczenia, jakim były tamte dwa tygodnie i jakim zapewne będą w tym roku :) No i uwielbiam Poznań. Jakiś czas temu, idąc ulicami Poznania, uświadomiłam sobie, że czuję się jak u siebie. Jakby to było moje miasto. Mimo że nie znam go bardzo dobrze, pamiętam nazwy i lokalizacje tylko niektórych ulic, a w wielu miejscach nigdy nie byłam, w Poznaniu czuję się jak u siebie. Nie jak w mieście rodzinnym, tylko jak w mieście moim.
Będzie mi brakować osób z zeszłorocznych warsztatów, bo jednak sentyment pozostaje. To były pierwsze warsztaty aktorskie w Poznaniu, na których byłam, one zaczęły kolejny etap zmian w moim życiu, a ludzie, których wtedy poznałam, byli ich częścią, ale cóż. Poznam nowych ludzi :) Którzy staną się częścią moich drugich warsztatów w Teatrze Polskim. A to, że będzie inaczej, nie oznacza, że będzie gorzej.

Mam tylko nadzieję, że do warsztatów – a już na pewno do egzaminu! – minie mi to, co zobaczyłam dziś rano w lustrze. Nie wiem, czy wczorajsze kameralne dwudzieste urodziny Kijanki obchodzone przy ciastkach, herbacie i butelce wina miały na to jakikolwiek wpływ, ale pierwszą rzeczą, jaką ujrzałam dziś w łazience, była moja górna powieka. Gruba i opuchnięta. Bez śladów ukąszenia komara, bez lima jak po bójce na pięści, za to najwyraźniej świadcząca o moich francuskich korzeniach i dzwonniku Quasimodo jako moim przodku.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Najdłuższe wakacje życia

  1. aga pisze:

    Zooooo, jak ja żałuję, że nie będzie mnie w Poznaniu w trakcie trwania warsztatów! Miałam nadzieję, że chociaż wpadnę na pokaz końcowy, a tu dupa, bo będę na wakacjach! Pozostaje mi życzyć Ci dobrej zabawy i masz rację – nie porównuj tegorocznych warsztatów z zeszłorocznymi – bierz garściami z każdej sekundy spędzonej w teatrze i zapamiętuj wszystkie fajne momenty bo będziesz mi musiała potem wszystko opowiedzieć :D Pozdroooo

  2. asiaczi pisze:

    ja do prawa jazdy zbieram się od tamtego roku.. w te wakacje raczej nie wypali,ale obiecuję sobie,że za rok zrobię.. bo jak nie wtedy to chyba nigdy ; D

  3. abzi pisze:

    prawie dwa tygodnie nic! :(

  4. Shaka2303 pisze:

    Jedna z najciekawszych person, jakich wypowiedzi dane mi było czytać w Internecie. Introwertycy rządzą;]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s