Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.

Wiem, wiem. Przepraszam.

Wyniki matur odebrane wczoraj. Kiedy większość moich rówieśników biegała w tę i z powrotem przez miesiąc, nie mogąc usiedzieć w jednym miejscu w oczekiwaniu na wyniki, ja zupełnie wyrzuciłam maturalne myśli z głowy. W ostatnich miesiącach mam wystarczająco dużo materiałów, którymi mogę zająć mój umysł. Pf, „mogę”… On sam się nimi zajmuje, a raczej one same do niego wchodzą jak do siebie, a ja nie mam tu nic do gadania.

Tak naprawdę zaczęłam „nie móc się doczekać” przedwczoraj wieczorem. Ale to i tak nie było żadne siedzenie jak na szpilkach. Właściwie przez cały czas aż do odebrania przeze mnie świadectwa dojrzałości nie przeżywałam chyba tego wszystkiego tak, jak inni (oczywiście nie wszyscy). Nie martwiłam się, że nie zdam; w ogóle nie brałam pod uwagę takiej możliwości. Kwestia tylko, ile zdobędę procent z każdego przedmiotu. Po maturach sprawdzałam sobie wstępne rozwiązania w internecie, a z rozszerzonej matmy nawet nie musiałabym sprawdzać, bo już po oddaniu arkusza wiedziałam, że muszę być przygotowana na wynik wyglądający jak żart na świadectwie.

Napiszę te wyniki, co mi tam. Mój blog, to mogę.
Ustny polski i ustny angielski – tak jak pisałam wcześniej, stówki.
Podstawa polskiego – 93%, rozszerzenie polskiego – 83%.
Podstawa matmy – 96%, rozszerzenie matmy – ! – 36% (30% to była dla mnie granica honoru, chociaż wiedziałam, że mogę nie wyciągnąć nawet 20%. A jednak – honor zachowany, nie zhańbiłam mego rodu).
Podstawa angielskiego – 100%, rozszerzenie angla – 91%.
Podstawa WOS-u – 69% (oczywiście żałuję, że nie zaczęłam się uczyć na tę maturę wcześniej niż dwa dni przed egzaminem w przerwach w oglądaniu telewizji. Dzień przed nie uczyłam się w ogóle, za to wieczór aż do bodajże pierwszej w nocy spędziłam nad zeszytami, repetytorium i podręcznikiem, tępo gapiąc się w ciągle te same informacje. Ale co tam).

Nie wiem, jak mam odbierać te wyniki, nie mam za bardzo porównania i nawet nie chcę sprawdzać jakichś statystyk kierunków z zeszłego roku, bo to byłabym kolejna rzecz, która weszłaby mi do głowy, a głowę mam już przeciążoną, poza tym i tak by to nic nie zmieniło, bo maturę już napisałam. Jestem zadowolona, nie skaczę z radości pod sufit, ale ludzie mi gratulują, więc wygląda na to, że mam powód do radości. Skoro tak, to ok, cieszę się.
Ale ogólnie jestem zmęczona, lekko otępiała i mało entuzjastyczna w stosunku do wielu spraw, a to chyba dlatego, że podświadomie lub świadomie przyjęłam postawę stoicką, żeby nie obarczać się kolejnymi rzeczami. Póki co, robię, co mam do zrobienia, maturę napisałam, jeśli dobrze, to dobrze, jeśli nie, to pasuje tu idealnie ulubione powiedzonko Scarlett O’Hary: „Pomyślę o tym jutro”. Teraz mam co robić, nadmierne zamartwianie się albo spoczywanie na laurach byłoby stratą czasu i energii.

Stoicyzm. Zwykle utożsamiam się z epikurejczykami, ale aktualnie szala przechyliła się na stronę stoicyzmu.

A teraz uchylę rąbka tajemnicy. Jeśli z aktorstwem nie wyjdzie (albo, jak powiedziałaby moja mama: „Jeśli z aktorstwem… TFU, TFU, TFU! …nie wyjdzie”), planuję filologię włoską lub romańską lub szwedzką z angielskim lub kognitywistykę. Psychologia wciąż mnie pociąga, ale to może kiedyś. Chyba łatwiej dorabiać sobie korkami z języków obcych niż… czymkolwiek po psychologii.

Wkrótce odwiedzę smoka. Wawelskiego. Zobaczymy, czy mnie pożre, czy wygoni z Krakowa, ziejąc w plecy ogniem.

Obrazek, żeby trochę ubarwić ten flegmatyczny wpis.

Ach, i na zakończenie coś dla pań, które nie wierzą, że może im się przydarzyć historia miłosna jak z filmu: okazało się, że osobiście znam dwójkę ludzi, których początki znajomości były naprawdę romantyczne i filmowe, oni sami też są wyjątkowi, choć tak cudownie zwyczajni, a ich związek trwa już dłuższy czas i, o ile mi wiadomo, ma się dobrze. Szczegółów nie podam, bo to nie „eks oł eks oł Gossip Girl”, ale wierzcie, dziewczyny, jest jeszcze nadzieja na spotkanie mężczyzny z kategorii „takich mężczyzn już nie ma” albo „takie historie tylko w kinie”. Tylko teraz trafić na takiego, który trafi na nas…
Kiedyś kupię sobie kolorowego garbusa.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.

  1. Justa pisze:

    Zosiu, przepiękne wyniki, pani Czesia będzie z Ciebie dumna!

  2. Ev pisze:

    Zosia, czekałam na ten wpis. :)) Ja myślałam i myślę nad filologią angielską. I gratuluję takich wyników z matur. :))

    PS A egzaminy we Wrocławiu są ostatnimi ze wszystkich, tak?

  3. szarri pisze:

    O kurczę, czy można kogoś po jednym wpisie zacząć uwielbiać? Jeśli tak, to dzień dobry! Idę czytać dalej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s