„Nie znasz dnia ani godziny, znam je tylko ja”

Znam już termin egzaminu we Wrocławiu, zostaje tylko Kraków (który podobno wysyła maile, a nie listy, więc gdzie, do cholery, jest ten mail, który idzie sekundę, podczas gdy list – dwa dni?!). Spokojnie. W poniedziałek zadzwonię i do Krakowa.

Dziś spotkałam się z Panem Aktorem. Zosia znowu sepleni. W ciągu tych kilku miesięcy zdążyłam już pozbyć się mojego świszczącego „s”, ale i przestać odwiedzać logopedkę, przez co ta wstrętna wada wróciła. „Secesyjny mezalians rozpustnicy i sodomity” to nie najlepsze zdanie, jakie przyszłoby mi powiedzieć. Noż… wkurzyć się można. Sfrustrowana jestem. Tak mi dobrze szło – kiedy nie przedstawiałam tekstów dobrze, cieszyłam się, że przynajmniej wymawiam wszystkie głoski ładnie. A teraz… Grrrrrr uchhhh. (To znaczy, czasem mówię dobrze, czasem nie. Ale kiedy mój aparat mowy jest już zmęczony, mówię po prostu ŹLE. Cały czas).
Mimowolnie lub nie, przy okazji dzisiejszej lekcji, która nota bene była ostatnią lekcją przed moim pierwszym egzaminem, dokonałam w myślach pewnego zestawienia mnie sprzed paru miesięcy i mnie teraz. Hm, może porównanie z mną z pierwszych zajęć z Panem Aktorem nie jest najlepszym pomysłem ze względu na… specyficzność reakcji psychosomatycznych, jakie prezentowałam… A może właśnie jest to najlepszy przykład tego, jak się zmieniłam. Tak czy siak, zarówno na pierwszej, jak i drugiej lekcji byłam INNA, niż jestem teraz.
A jeżeli zaszła jakaś zmiana, to – wydaje mi się – znaczy, że ten proces może postępować. Że zmiany mogą być jeszcze większe; że da się ze mną coś zrobić.

„Całe Forum GA” trzyma za mnie kciuki :) (Dla niewtajemniczonych: Forum o serialu Grey’s Anatomy, na którym piszemy głównie o wszystkim [;)] poza Grey’s Anatomy. Pierwsze sezony dawały mnóstwo powodów do ognistych dyskusji, śmiechu, łez, przewidywania, co będzie, prób czytania w myślach scenarzystów… Ale teraz forum polega głównie na tym, że kilkadziesiąt osób wypowie się na temat nowego odcinka, ktoś nowy napisze co nieco w tematach, które inni świetnie już znają, a reszta prowadzi niekończące się konwersacje na każdy temat w Offtopie. GA jest tylko pretekstem). Moi dobrzy znajomi trzymają za mnie kciuki. Wiesio Akustyk z teatru też obiecał trzymać za mnie kciuki. Jednym dziękuję, innym nie, tak na wszelki wypadek. Ale chcę, żebyście wiedzieli, że naprawdę bardzo to doceniam, bo wsparcie daje kopa. Chociaż niewykluczone, że o całym tym wsparciu zapomnę, kiedy reflektory świecące mi w oczy na egzaminie wypalą wszystko, co znajduje się w mojej głowie.

Tak więc jestem zestresowana. Niezmiennie.
A o czym mówią, że jest najlepszym sposobem na chandrę i stres? Zakupy!
Jako że ja do najbardziej kasiastych ludzi świata nie należę, w moim przypadku zakupy nie wyglądają jak wolne popołudnie Carrie z „Seksu w wielkim mieście”*. Ponieważ kupione w zeszłym roku balerinki dzielnie odsłużyły swoje, powoli zmieniając się w krzywe, rozdeptane, szarawe kapcie, teraz będę używać ich jako „butów na dwór”, a ich miejsce zajmą… nowe, kupione dziś na wyprzedaży w Reserved za 29.95 zł kremowe pantofle!

Obrazek

Zwykłe balerinki naprawdę zaczęły mnie irytować – moi znajomi wiedzą, że jestem jedną z tych, których niektórzy nazwaliby hipsterami, bo kiedy coś jest wszędzie, jest wyjątkowo modne lub tak oklepane, że już samo przez się tandetne, ja zaczynam unikać tego jak ognia. Tak też stało się ze zwykłymi balerinami – chociaż jeszcze dziś szukałam właśnie ich, uznając, że trudno, będę mainstream, będę wyglądać jak tysiące dziewczyn w moim wieku, ale szukam teraz butów wygodnych, lekkich i dziewczęcych, więc coś za coś. W większości sklepów, które odwiedziłam, były proste, zaokrąglone buty z kokardką. Już nie trawię tych kokardek przy okrągłych nosach. A jeśli już znalazłam jakiś ciekawszy wzór, albo nawet najprostsze buty bez jakichkolwiek ozdób, nie było mojego numeru.
A potem zobaczyłam te buty. Z kokardką – trudno, przeżyję, kokardki są ładne, a że oklepane, to już inna sprawa. Mogłam ją wybaczyć dzięki kształtowi tego buta, który kojarzył mi się z czymś miłym, z czymś, czego szukałam od bardzo dawna, ale nawet nie wiedziałam, z czym. Przymierzyłam – pasowały jak na Kopciuszka. No i dajcie spokój, niecałe trzy dychy za buty?? W moim mieście buty dwa razy bardziej tandetne kosztują dwa razy więcej! Kupiłam.
W domu uświadomiłam sobie, z czym kojarzą mi się moje nowe „buty do latania”. Kiedy byłam małą, kilkuletnią dziewczynką, rysowałam między innymi „księżniczki”. Moje rysunki zazwyczaj wyglądały mniej więcej tak:
Obrazek
…w zasadzie to były dużo lepsze, kilkuletnia Zosia prawdopodobnie obraziłaby się na mnie, kiedy zobaczyłaby, jak porównuję jej rysunki do czegoś takiego. Obrazek powyżej to taka mieszanka różnych stylów mojego malarstwa na przestrzeni czasu między 4 a 8 rokiem życia.
Tak czy siak, przyjrzyjcie się jeszcze raz. Widzicie te buty?? Otóż to! Mam buty, które nosiły księżniczki z moich rysunków! Rysunków, o których dawno kilka razy zapomniałam. Aż dziwne, jak dzieciństwo zagnieżdża się w naszym umyśle.

Obrazek

Poza tym, również dzisiaj otrzymałam przesyłkę z drugą sukienką, którą zamówiłam w ramach nagrody na romwe.com. Oczywiście znów jakość nie powala na kolana i łopatki, ale sukienka i tak jest ładna. I na pewno polubię ją bardziej niż tę koronkową.

Obrazek

(Tak, wiem, na podłodze książki na sprzedaż, łóżko niepościelone, podłoga krzywa, fotka w lustrze, sraty taty… i inne banały. Sukienka!).

Ach, i udzieliłam dziś wywiadu! Na dworcu głównym w Poznaniu spotkałam trzech Chorwatów, którzy chcieli zadać mi kilka pytań na temat Euro. Jeden z nich nagrywał mnie czarną torbą podróżną trzymaną na ramieniu, inny dbał o oświetlenie, ale nie pamiętam już, jakim przyrządem, a trzeci zadawał mi pytania (i nagrywał telefonem, więc nie zdziwię się, jeśli niedługo będzie mnie można zobaczyć na youtube pod jakimś upokarzającym tytułem). Tak, widziałam kawałek wczorajszego meczu. Nie, nie pamiętam wyniku. Nie, nie znam chorwackich piłkarzy. Nawet tego. Tego też nie. Kiedy gość od oświetlenia chciał mnie z jakiegoś powodu objąć, mówiąc przy tym coś w swoim języku (albo po angielsku, ale z takim akcentem, że i tak tego nie rozumiałam), grzecznie, lecz zdecydowanie oswobodziłam się z jego ramion, które coraz bardziej się zbliżały, i dałam do zrozumienia, że nie ze mną te numery. Pozostali panowie go zrugali, że przecież mam chłopaka, a kiedy ja poprawiłam ich, że mam nawet dwóch, na poważnie zaczęli się zastanawiać, czy żartuję, czy nie. „Two boyfriends?? You’ve got two boyfriends?” – „And a half.” – odpowiedziałam spokojnie. Jeszcze kilka zdań, aż wreszcie na pytanie „So, what are we doing now?” powiedziałam, że JA idę na pociąg, po czym podziękowałam za wywiad do krajowej telewizji i uciekłam, gdzie pieprz rośnie.

To tyle, jeśli chodzi o moje odstresowywanie się. Dokładnego terminu mojego pierwszego egzaminu, jak już napisałam, nie podam, ale zdradzę Wam, że następny wpis będzie już po mojej wyprawie do Warszawy. Przygotujcie się na radość-nadzieję-strach lub smutek-rozczarowanie samą sobą-iskierkę nadziei.

I przesyłajcie mi pozytywne myśli, dopóki nie zobaczycie tutaj nowego posta. Impulsy, telepatia, pozytywne wibracje – mam nadzieję, że to pomoże. Ave!

* …tak podejrzewam, bo widziałam fotosy z serialu, a jego samego obejrzałam w swoim życiu półtora odcinka, przy czym ten jeden cały miałam okazję widzieć jakieś 2 czy 3 razy. A „Seks w wielkim mieście” jakoś mnie nie oczarował, wręcz przeciwnie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „„Nie znasz dnia ani godziny, znam je tylko ja”

  1. Ev pisze:

    Zosiu, liczę również na krótkie sprawozdanie na forum. :)) Oczywiście, że będziemy trzymać kciuki, ale myślę że twój talent i silna determinacja do spełniania swych marzeń zupełnie by wystarczyły do dostania się na którąś z uczelni. Ale tak jak mówiłaś, wsparcie bardzo pomaga, więc z całego serca wierzymy w ciebie i oczekujemy na posty i tutaj, i na forum. :)

    Tak jak wspominałam sukienka śliczna, a moja siostra już od dobrych kilku miesięcy „lata po mieście” w podobnych butach, tylko czarnych i bez kokardki, ale również z czubem.

    Powodzenia w Warszawie! I Wrocławiu, i w Krakowie, i w Łodzi! Trzymamy kciuki!

  2. wloczykijka6 pisze:

    Kurczę, napisałabym komentarz w stylu: ,,Przez przypadek się tutaj znalazłam.Twój blog jest naprawdę fajny” Jednak mam w głowie Twój wpis(tak,czytałam też wcześniejsze.Muszę przyznać,że to trochę dziwne uczucie znów czytać o egzaminach maturalnych,prezentacji,obawach maturzysty.Sama miałam to rok temu a teraz właściwie to powtarzam w okrojonej wersji.) o poprawnym używaniu języka polskiego i odrobinę mi głupio pisać takie banały. W takim bądź razie spróbuję podsumować, więc: a) nie jestem specjalistką,ale piszesz w ciekawy sposób, b)życzę powodzenia na egzaminach aktorskich, c)gratuluję schudnięcia.

    • Dziękuję i wierz mi, stwierdzenie, że wpadłaś tu przez przypadek i mój blog Ci się podoba często znaczy dla mnie więcej, niż silenie się na komentarze odnoszące się do tematyki konkretnego posta ;)

  3. Justine pisze:

    Zosiu, trzymam kciuki, byś chociaż Ty robiła to, co naprawdę kochasz.

  4. asiaczi pisze:

    Grey’s Anatomy to mój ulubiony serial ; D niesamowity jest.. a w Twoich butach to się normalnie zakochać można.
    będę do Ciebie częściej zaglądać!

  5. nice!

    p.s. I’m having a giveaway to SheInside if you’d like to check it out!
    devorelebeaumonstre.com xx

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s