Opowiadacze

(Dzisiejszy wpis jest krótki, ale chaotyczny, za co przepraszam.)

Wczoraj byłam na warsztatach, o których wspomniałam ostatnio. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, więc na wszelki wypadek zabrałam ze sobą notatnik i długopis. Okazało się, że były zupełnie niepotrzebne, bo zajęcia spędziliśmy siedząc w kółku przy stoliku, pijąc kawę, herbatę albo piwo, w dużej części słuchając, ale też odzywając się. Fajna atmosfera, razem z prowadzącą było nas 8 osób, wydaje mi się, że nie było dużego skrępowania i zakłopotania, a przynajmniej ja tego nie czułam. Mimo to, idąc potem Świętym Marcinem z jednym z warsztatowiczów, usłyszałam, że jestem chyba taka bardziej zdystansowana. To słowo w odniesieniu do mnie pojawia się ostatnimi czasy denerwująco często. Tak, jestem zdystansowana. Jestem, ok? Tak samo jak jestem marzycielką. Ale te dwa słowa nie są jedynymi słowami, jakimi można mnie opisać, a denerwuje mnie to, że jak ludzie zauważą jakąś cechę, to krążą wokół niej do znudzenia, jakby człowiek był tylko „optymistą”, tylko „nieśmiały”, tylko „gadatliwy”. Określać znaczy ograniczać, dlaczego tak mało osób myśli w ten sposób?

W ciągu tych dwóch godzin troszkę otworzyły mi się oczy. Postanowiłam nauczyć się mówić. Nauczyć się mówić ładnie, składnie i ciekawie, mówić tak, żeby „chciało się” mnie słuchać. Nawet jeśli nie na co dzień, to od święta. Każdy z nas jest opowiadaczem, każdy ma jakąś historię, a tak rzadko naprawdę kogoś słuchamy… I tak rzadko spotykamy kogoś, kogo rzeczywiście chce się słuchać. A słowem można zaczarować, można nim zahipnotyzować; można też zmanipulować, ale na szczęście to od nas zależy, jak będziemy z niego korzystać. Zaczarować bez magii. Chciałabym tak.

Wczorajszy dzień w ogóle należy do tych najbardziej udanych, bo mimo że teoretycznie nie wszystko poszło zgodnie z planami, to praktycznie było właśnie na odwrót! A że plany były ciekawe i fajne, to i ten dzień był ciekawy i… fajniejszy, niż się spodziewałam :) Oj tak. Na dodatek kupiłam sobie dżinsy i nowy „Sens”. Piękny, piękny, piękny dzień!

W poniedziałek czeka mnie ustna matura z polskiego. Prezentacja. Brrrr. Jeszcze niedawno wcale się jej nie bałam, ale teraz uświadamiam sobie, jak bardzo jestem nieprzygotowana, więc nie wiem, jak to będzie. Petroniusz był absenteistą. Dorian to alter ego Wilde’a. W „Filozofii w buduarze” występuje motyw mistrza i ucznia. Podkowiński jest przykładem artysty przeklętego. Napisałam pracę maturalną na prawie cztery strony maszynopisu, i to czcionką jedenastką. Mam wrażenie, że i tak nie opisałam tematu hedonizmu wyczerpująco, a moja praca to raczej „Hedonizm jako kierunek filozoficzny oraz motyw w literaturze i malarstwie W PIGUŁCE” i boję się, nie zmieszczę się w piętnastu minutach. Gdyby zabrakło mi czasu pod koniec prezentacji, mogę powiedzieć „Zbliżam się do puenty”, ale nie powiem tego, mając jeszcze do omówienia jedną powieść i obraz… Ech, tyle do przekazania, a tak mało możliwości…

…Cieszy mnie to, że chociaż mam w życiu niejeden powód do… smutku, a raczej do bycia nieszczęśliwą, to te negatywne rzeczy, których nie mogę lub nie potrafię zmienić, odbijam sobie pozytywnymi, na które mam wpływ. W ten sposób doprowadzam do tego, że pozytywne rzeczy cieszą mnie bardziej, niż negatywne smucą i dzięki temu jestem szczęśliwa. Proste? Proste!

Obrazek


(figura Audrey trochę mnie pociesza i daje nadzieję, że może jeszcze ktoś kiedyś będzie postrzegał mój wygląd jako kobiecy)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Opowiadacze

  1. Malwina M. pisze:

    Witaj! Masz coś z dobrego opowiadacza, Zofio. Jestem pełna podziwu dla Twojej determinacji w dążeniu do obranego celu. Mogłabyś podać kilka rad dla osoby rozpoczynającej odchudzanie? Co należy (albo, co Ty robiłaś), by robić to efektywnie?
    Bardzo liczę na Twoją odpowiedź i pozdrawiam.

    • Bardzo dziękuję :)

      Jeśli chodzi o to odchudzanie, to przede wszystkim trzeba zachowywać silną wolę i [zdrowy] rozsądek. Nie czuję się odpowiednią osobą do udzielania rad dotyczących zdrowia i na pewno moje odchudzanie też nie było wzorowym zdrowym odchudzaniem (zaczynałam od tego, że zamiast kanapek z białego chleba z masłem i szynką jedzonych na pierwsze i drugie śniadanie jadłam tylko jedno śniadanie w postaci owocowego jogurtu z ziarnami – i do obiadu chodziłam głodna, co nie powinno raczej służyć za model), ale jeśli chodzi o… psychologiczną stronę, to:
      1. trzeba być konsekwentnym i zdeterminowanym – jeśli chcesz batonika, to trzeba sobie powiedzieć „Cholera, albo chcę mieć płaski brzuch i się odchudzam, albo nie i wcinam batoniki!”
      2. nie można dać się skontrolować przez własne ciało. To Ty masz panować nad nim, a nie ono nad Tobą. Odchudzanie ma to do siebie, że po jakimś czasie przestaje się widzieć efekty, chociaż one następują. Polecam znaleźć sobie i przejrzeć – po prostu, dla własnej świadomości – fora internetowe pod hasłem Ana. Przerażające, jak ciało potrafi opanować umysł. Ja już jakiś czas temu obiecałam sobie, że nigdy: po pierwsze – nie przestanę jeść, po drugie – nie wsadzę sobie palca w gardło. Świadomość i zdrowy rozsądek trzeba zachowywać, kiedy jeszcze nie czujemy takiej potrzeby, bo jeśli pewnego dnia zorientujemy się, że robimy coś, o co kilka miesięcy temu byśmy się nie podejrzewali, to może być za późno.
      Ach, no i dodam jeszcze, że po jakimś czasie jadłam już słodycze, ale na początku warto jednak wyrobić w sobie nawyk nie jedzenia czekoladowych cukierków, batoników itp. (tak myślę). Potem łatwiej jest… jeść je mądrze. Poza tym możesz sobie sprawdzić program “Mój Komputerowy Dietetyk” – nawet, jeśli nie chodzi o odchudzanie, to program ładnie pokazuje, czy dostarczamy organizmowi tyle białka, tłuszczów i cukrów, ile trzeba. A w odchudzaniu pomaga.

      • Malwina M. pisze:

        Dziękuję bardzo za Twoje cenne rady. Przepraszam, że robię to tak późno. Mam jeszcze parę pytań: ile czasu się odchudzałaś i ile kilogramów przez cały ten proces schudłaś? Kiedy – mniej więcej – pozwoliłaś sobie na zjedzenie czegoś słodkiego?
        Wybacz moją dociekliwość, jeśli chcesz, nie odpowiadaj. Będzie mi jednak miło, gdy to zrobisz.
        Pozdrawiam serdecznie!

      • Hm… Zaczęłam jakoś w listopadzie, a chyba w styczniu miałam 5 kg mniej, więc to nie szło jakoś szczególnie szybko. A słodycze zaczęłam jeść jakiś miesiąc po tym, jak zaczęłam dietę.
        A ogólnie schudłam 7-8 kg, ale nie jestem pewna, kiedy doszłam do tej wagi.

  2. abzi pisze:

    A mnie się figura Audrey nie podoba, jest strasznie „zabiedzona”, koścista, płaska, lepiej by wyglądało jakby przytyła parę kilo! :P

    • A mnie pociesza właśnie dlatego, że jest płaska, a mimo to bardzo często postrzega się ją jako uosobienie kobiecości i stylu ;) (i nie powiedziane, że gdyby przytyła, to byłaby mniej płaska…)

  3. abzi pisze:

    Nie mówiłam tu o piersiach ale o ramionach, biodrach, tyłku, płaskość nie odnosi się tylko do cycków :)

  4. Unmadebed pisze:

    Jest absolutnie cudowna. Po prostu. I małe cycki są fajne! Poza tym, powiedzmy sobie szczerze, chudzi mają lepiej. Tak to już jest.

  5. Ev pisze:

    Jako, że jestem chuda (niektórzy postrzegają to pod anoreksję, ale są to wyłącznie ludzie, którzy nie znają definicji anoreksji i nigdy z osobą chorą się nie spotkali, co jest tak denerwujące, że mam ochotę pokazać im na czym ta choroba polega), a zawdzięczam to tylko i wyłącznie jakieś mega szybkiej przemianie materii (zresztą moja siostra też takową „posiada”), czyli mogę jeść to co chcę i ile chcę, co nie uważam za bardzo zdrowe. Każdy się boi „że mnie złamie”, mimo że nigdy w całym swoim życiu nie miałam niczego skręconego, zwichniętego, złamanego, nie wspominając o tym, że moje kości na ramionach strasznie wystają (a to akurat mam w genach). Także nie wyglądam jak „prawdziwa kobieta, której zadaniem w przyszłości jest wydać potomstwo, w tym celu obdarzona została pokaźnymi biodrami oraz piersiami”.

    PS Wiele dziewczyn, dopytuje się, czemu jak tyją, to nie idzie im to w cycki. Dziwne. :))

    • Czytałam ostatnio artykuł o tym, jak traktowane i odbierane są chude kobiety (np. ludzie uważają, że mogą powiedzieć „Ale jesteś chuda!!”, „Kości ci aż wystają!” i nie będzie w tym nic złego, w przeciwieństwie do stwierdzenia „Jesteś gruba”) i jak się z tym czują. I zgadzam się, że żadne wytknięcie wylewających się boczków czy twierdzenie, że kobieta o pełniejszych kształtach jest mniej atrakcyjna nie dotyka aż tak (a nawet: nie boli aż tak), jak stwierdzenie, że chuda jest niekobieca. A to się akurat zdarza BARDZO często („Prawdziwa kobieta ma krągłości”).

  6. Unmadebed pisze:

    To zależy. Ja byłam bardzo grubym dzieckiem, pamiętam upokarzające chwile, kiedy rodzice odchudzali mnie na komunię, żebym zmieściła się w albę, albo kiedy nie można było znaleźć na mnie normalnych dżinsów i musiałam pół podstawówki chodzić w dresie na gumce. Potem zwyczajnie z tego wyrosłam i w przeciągu dwóch lat stałam się tak chuda, że każdy lekarz podejrzewał mnie o anoreksję. Kiedy wówczas wszyscy mówili, że wystają mi kości, a w sklepach nie było dla mnie rzeczy w tak małym rozmiarze [to były trochę inne czasy – rozmiar zero nie był jeszcze tak spopularyzowany, a zakupy robiło się na Szerokiej, a nie w H&M] czułam rozpierającą dumę i było mi naprawdę przyjemnie z chłopięcą figurą, bez bioder i piersi. Ale wszystko przez traumy z dzieciństwa.

    • Jasne, że to zależy. Bardziej chodzi mi o to, że ludzie bez oporu stwierdzają „wyglądasz jak anorektyczka” itp., nie zastanawiając się, czy danej osoby w ten sposób nie ranią albo nie obrażają.
      Można być zadowolonym ze swojego wyglądu, ale niezadowolonym z komentarzy innych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s