Postcrossing, couchsurfing, lekturoczytaning, maturopisaning

Voila! Wszystkie pisemne matury za mną. Rozszerzona matematyka mnie przygniotła, ale czuję ulgę, że jest już za mną i mam tylko nadzieję, że nie spowoduje, że nie dostanę się na studia, na które złożę papiery. Wczoraj pisałam angielski – dziś sprawdziłam odpowiedzi i – nie wliczając prac pisemnych, bo nie wiem, czy w nich nie stracę punktów – z podstawy mam 100%, z rozszerzenia 93%. Dziś pisałam podstawowy WOS – poszło mi średnio, ani dobrze, ani tragicznie. Teraz pozostało już tylko czekać na wyniki, napisałam, co miałam napisać, dalsze analizy będą stratą czasu. 21 maja mam ustny polski, 23 – ustny angielski. W ten weekend dokończę pracę maturalną, w ciągu tygodnia przygotuję prezentację multimedialną i nauczę się mówić o moim hedonizmie.

Miesiąc temu zarejestrowałam się na stronie http://www.postcrossing.com , na której można wylosować osobę z dowolnego miejsca na świecie (oczywiście spośród użytkowników serwisu) i wysłać jej kartkę pocztową. Niektórzy zapewne nie widzą w tym sensu, ale ja osobiście bardzo lubię dostawać tradycyjne listy i kartki, a obecnie już właściwie się z tym nie spotykam. A dostać kartkę z drugiego końca świata od nieznajomej osoby – to dopiero przyjemność! I ja taką przyjemność chcę sprawiać, dlatego jutro wyślę moją pierwszą kartkę w ramach postcrossingu do Amerykanki urodzonej tego samego dnia, co ja. :) Wylosowałam ją, kiedy zarejestrowałam się na stronie, ale tak długo odkładałam wysłanie tej kartki, że proszę – minął prawie miesiąc. Lepiej późno niż wcale.

Wróciły moje marzenia o podróżach. Teraz, po maturze, na progu dorosłego życia czuję potrzebę realizowania tego, na co może w następnych latach nie będę miała czasu. Jednym z miejsc, w których chciałabym spędzić choćby dwa tygodnie, są Włochy. Ale niekoniecznie Włochy starożytnorzymskie, ze zwiedzaniem Koloseum i Panteonu – to osobna bajka, którą też chciałabym kiedyś przeżyć, ale nie o nią mi teraz chodzi. Jestem spragniona Włoch z wąskimi uliczkami, kawiarniami, zielonymi zakątkami, winiarniami, toskańskimi domkami, jazdą na rowerze i sielanką rodem z filmów na babskie wieczory. Ba, wymyśliłam sobie kolejną rzecz niemożliwą do spełnienia, bo to nie tylko kwestia czasu, ale – nawet przede wszystkim – pieniędzy.

ObrazekObrazek
Obrazek

Otóż jest to możliwe. Internet po raz kolejny pokazał, jaki mały stał się świat w ostatnich latach. Odkryłam couchsurfing.
Couchsurfing to podróżowanie na własną rękę, korzystając z darmowego noclegu u rodzin lub pojedynczych osób, które udostępniają swoje domki albo pokoje. Do tego znalezienie taniego transportu, trochę kieszonkowego i za kilkaset złotych można zafundować sobie takie wakacje życia. Strony poświęcone couchsurfingowi takie, jak choćby couchsurfing.org dbają o to, aby zarówno gospodarze, jak i goście byli godni zaufania – aby zyskać status „sprawdzonego” użytkownika, należy zapłacić wpisowe i czekać na list wysłany pod domowy adres, który podaliśmy, mający na celu sprawdzenie, czy adres ten jest prawdziwy. Każda wymiana między użytkownikami jest zapisywana i wzajemnie przez nich oceniana i komentowana. Moje konto nie jest jeszcze potwierdzone, bo nie zapłaciłam wpisowego, ale mogę korzystać z ofert innych. Tyle tylko, że nie jestem tak wiarygodna, jak inni.
Nocleg, obok transportu, jest najkosztowniejszą częścią wakacji poza domem i podróżowania w ogóle, dlatego takie rozwiązanie, moim zdaniem, naprawdę pomaga tym, którzy chcieliby zobaczyć kawałek świata, ale zwyczajnie ich na to nie stać.
Może udałoby mi się zarobić trochę pieniędzy w wakacje i w sierpniu albo jeszcze we wrześniu urzeczywistnić kolejny wymysł, w spełnienie którego nie wierzy nikt ze znajomych do czasu, aż naprawdę doprowadzę to do skutku. Trochę determinacji i szczęścia i dam radę.

Zainspirowana blogiem, który czytam regularnie, a raczej działaniami jego właścicielki, poczułam w sobie intensywną potrzebę jazdy na rolkach. I to nie takiej jednorazowej, ale regularnej, prowadzącej do poprawy kondycji i wzmocnienia mięśni. Postanowiłam teraz, zaraz znaleźć moje rolki, których nie miałam na nogach od dobrych kilku lat, i jechać na podbój świata na ośmiu kółkach.
…Przeszukałam cały dom, rolek nie ma. W piwnicy są dwa kartony od rolek – jeden karton zawiera rolki mojej mamy, drugi… moich nie zawiera. Nie wiem, gdzie są. Jutro dalszy ciąg poszukiwań – kierunek: mieszkanie babci.
Póki co znalazłam fajny sposób na zapobieganie całkowitemu skostnieniu – taniec do jednej piosenki na każde 20 minut spędzone przy komputerze. I to nie taniec do Stairway to Heaven (bo nie o osiągnięcie muzycznej nirvany tu chodzi), ale do czegoś, do czego biodra same się kołyszą, nogi podskakują, a głowa im potakuje.
…Czuję nieprzenikniony głód jazdy na rolkach. Natchnęło mnie.

Ach, no i zapomniałam zwrócić uwagę na to, że pękła pierwsza magiczna granica – 1000 wejść na blog w nieco ponad miesiąc :) Dzięki!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Postcrossing, couchsurfing, lekturoczytaning, maturopisaning

  1. abzi pisze:

    Zainteresowałam się couchsurfingiem ze dwa lata temu, moja nauczycielka z angielskiego brała w tym udział. Jestem pewna, że kiedyś jak już wyprowadzę się z domu i będę miała możliwość kogoś do siebie zaprosić to na pewno z tego skorzystam, musi to być naprawdę super. A transport robi się coraz tańszy, są linie lotnicze, gdzie od kilkudziesięciu złotych można znaleźć bilet np. do Mediolanu.

    • Ja o couchsurfingu dowiedziałam się rok, może półtora roku temu. A może też dwa lata, sama nie wiem. W każdym razie, wtedy tylko się „o tym dowiedziałam”, a dopiero teraz rzeczywiście się nim zainteresowałam. Naprawdę wygląda na to, że daje szanse na zwiedzanie świata. A mi nawet bardziej odpowiada mieszkanie u rodziny czy u jednej osoby niż mieszkanie w hotelu, który w każdym miejscu i kraju jest taki sam, a z mejscową kulturą, ludźmi i zwyczajami ma niewiele wspólnego.

  2. wioletka pisze:

    1000 odwiedzin, to pewnie przez koko koko :D

  3. Ev pisze:

    Marzę by wyjechać do Toskanii. Nie myśląc o wielkim bagażu typu: być przygotowanym na wszystko. Zjeść panforte czy cantucci, lub spróbować jaki, tak naprawdę, smak ma toskański chleb bez soli. Spacerować uliczkami, by znaleźć malutkie kawiarenki, tak różne od polskich (gdzie wciąż mało popularne jest podawanie szklanki wody do espresso). Zobaczyć miejsca, gdzie uprawia się oliwki, winogrona. Spędzić tam trochę czasu.. Może nauczyłabym się języka włoskiego, by porozmawiać z obcymi ludźmi, dla których Włochy są ojczyzną. Może.. kiedyś pojadę do wymarzonego miejsca. Może. Kto wie? Póki co, czytam „Pod słońcem Toskanii”.

    I wcale nie fascynuje mnie Koloseum. Fakt, zabytek jak się patrzy, ale wolę poznać Włochy z innej strony, wciąż nie docenianej przez turystów. :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s