Szał uniesień i sodomia

***
Chcę być dzisiaj Ganimedem tego nowego Jupitera.

***

Pojutrze maturka. Odczuwam jednak potrzebę wyrażenia siebie poprzez słowo pisane, więc pół godzinki poświęcę na lekki, łatwy i przyjemny wpis na blogu.
Optymistycznie i bez płaczu.

Wzięłam się wreszcie porządnie za pracę maturalną – chociaż tak naprawdę nie musiałabym jej pisać, gdybym była pewna swoich umiejętności mówczych i doskonałego przygotowania merytorycznego w kwestii hedonizmu jako kierunku filozoficznego oraz motywu literackiego i malarskiego – i idzie mi chyba nieźle. Nie zdradzę, ile już napisałam, ale ważne, że pisze mi się dobrze i lekko. Ba, okazuje się, że nawet z notatek, które dotychczas zrobiłam, muszę wybierać te najważniejsze fakty – materiału zatem też ci u nas dostatek. Tylko usiąść i pisać.

Z polskiego jestem dobra, więc tylko trochę boję się tej podstawy w piątek, ale muszę sobie jeszcze przypomnieć takie kule u nogi jak: „Lalka”, „Zbrodnia i kara”, „Nie-Boska Komedia”. Na szczęście – i ku chwale mojej polonistki – jeszcze w tym roku mieliśmy w szkole syntezy sprawdzające naszą wiedzę z każdej epoki, z całych trzech lat, co zdecydowanie pomogło mi w powtórce do matury. Zresztą, moja nauka na te sprawdziany też polegała na tym, że dzień wcześniej przeglądałam zeszyt z odpowiednimi notatkami, a czasem nawet nie, a w dzień klasówki na przerwach albo lekcjach, które mnie już nie interesowały, robiłam to samo. Ambitniejsze epoki – romantyzm, pozytywizm – zaznaczyłam nawet na krańcach fiszkami w zeszycie! Szaleństwo, szaleństwo… A oceny dostawałam dobre. Więc wierzę, że teraz powtórka z pomocą vademecum też wystarczy, żeby napisać maturkę na zadowalającym poziomie. (…A jeżeli okaże się, że straciłam umiejętności polonistyczne, to świat legnie w gruzach, bo już nic nie będzie dla mnie pewne).

Och, i pozostaje jeszcze problem dręczący większość maturzystek… W co się ubrać?!?!?!?!?!?!?!?! (Przypomina mi się jeden z tekstów, które przygotowuję na Najprostsze Egzaminy W Moim Życiu – „…Nie mam ciemnej sukni, a bez ciemnej sukni rozwód staje się pustym słowem!”).
…tak szczerze mówiąc, to tak długo odkładałam kupno maturalnych ubrań, że dopiero teraz, w tym momencie, zorientowałam się, że w piątek matura, jutro sklepy pozamykane, a moja zawartość szafy wygląda tak, jak wyglądała. Więc zostaje mi pójście na maturę w za dużej spódnicy, która jeszcze niedawno była mi za mała, i w bluzce zakupionej bodajże na testy gimnazjalne, z noszenia której też zrezygnowałam kilka miesięcy po kupnie. No trudno. Właściwie to zupełnie się tym nie przejmuję. A i tak, znając mnie, pewnie jeszcze wymyślę jakiś zestaw ubrań, w którym będę się czuła lepiej niż w gimnazjalnej bluzce kupionej – o ironio – w momencie zamykania sklepu w ostatnim dniu przed egzaminami i również kilkuletniej spódnicy. …Jakoś mi to wisi.
___________________________________________

W ciągu ostatnich kilku tygodni obejrzałam parę filmów, które naprawdę mi się spodobały.
1. Nietykalni (Intouchables) – szturmem wbił na polskie ekrany i strony z nielegalnymi plikami! Po jakimś czasie też postanowiłam go obejrzeć. Spodziewałam się jakichś skrajnych emocji, wybuchów śmiechu i płaczu (a raczej „chęci płaczu”, zgodnie z tym, co ostatnio napisałam), myślałam, że po obejrzeniu będę tak oczarowana, że przez dłuższą chwilę będę dochodzić do siebie, albo przeciwnie – będę rozczarowana i nie znajdę w tym filmie nic specjalnego, czym można by się wielce zachwycać. Sprawa rysuje się jednak nieco inaczej. Nie wybuchałam śmiechem, choć momentami się śmiałam. Przez dużą część czasu uśmiechałam się. Nie rozpłakałam się ani nie miałam ochoty się rozpłakać. A po obejrzeniu nie musiałam otrząsać się z nadmiaru emocji ani geniuszu uderzającego widza jak Tom walący Jerry’ego wielkim młotem po głowie. Ale nie oznacza to, że „Nietykalni” mi się nie podobali! Ba, podobali mi się bardzo i aż ciepło się robi na sercu od… autentyczności i szczerości zawartych w tym filmie. Jest dla mnie taki… miły. I dobry. Dobry film.
2. O północy w Paryżu (Midnight in Paris) – i mój ulubiony Owen Wilson vel Wielokrotnie Złamany Nos. Odczułam pewną bliskość z tym filmem, może to przez poruszenie tematu literatury, może przez nieustanną chęć poznania ludzi, których cenię, którą odczuwam, może przez całą tę magię. Woody Allen jakoś tak do mnie trafia, mówiąc prosto i „ładnie” o prostych, oczywistych sprawach, o których zapominamy, a nas dotyczą. Przyjemny film, uśmiałam się po pachy, a Owena Wilsona mam ochotę uściskać i przybić mu piątkę za każdym razem, kiedy pojawia się na ekranie.
3. Pamiętnik (The Notebook) – love story pełną gębą. Zawsze miło popatrzeć, jak ludziom spełniają się marzenia, nie zawsze miło popatrzeć, jak marzenia, które im się spełniają, są naszymi własnymi, ale jeśli chodzi o film, to daje przynajmniej złudną nadzieję, że taka wielka, prawdziwa miłość i idealny mężczyzna naprawdę istnieją. O ile filmy Disneya też pokazują bezwzględnie/względnie idealne historie z idealnymi bohaterami*, o tyle przy ziemi może 6, 16 i 26-letnie dziewczynki trzymać fakt, że filmy te są rysunkowe i zazwyczaj przepełnione gadającymi leśnymi zwierzętami, czego nie można powiedzieć o „Pamiętniku”, przez co łatwiej zatracić się w tej cudownie nieidealnej rzeczywistości, w której żyje cudownie nieidealna, wiecznie kłócąca się, ale kochająca nad życie para. W dodatku on jest przystojny, a ona piękna. Która by tak nie chciała.
*tę „idealność” pięknie wyśmiewa (i nie) film „Zaczarowana” (co nie znaczy, że film ten bardzo polecam, bo to jednak kolejna przewidywalna i prościutka komedia romantyczna).
_____________________________________________

Tym sposobem, pisząc tutaj, straciłam godzinę, którą mogłabym poświęcić na exegi monumentum i stabat Mater dolorosa. Szkoda, ale noc jeszcze młoda!
Na zakończenie wstawiam obiecany w tytule „Szał uniesień”, który wisi nade mną wraz z pracą maturalną. Sodomię zawarłam już w pierwszym zdaniu. SoDoOOmia. Ave!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Szał uniesień i sodomia

  1. aga pisze:

    Taa…. Ale ‚Pamiętnik’ strasznie smutny jest. „O północy…” klimatyczne, fajne…. Taka maturka, co to dla Ciebie? I rzeczywiście musisz być dobra z polskiego – muszę przyznać, że mi się bardzo podoba styl, język, maniera? tego bloga – naprawdę fajnie się czyta. Pozdrowienia z Poznania :)

    • Zosia pisze:

      Smutny, smutny, to prawda. Ale [mi] wciąż daje nadzieję.
      Baaaardzo się cieszę, że blog się podoba! Pozdrowienia spod Poznania! :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s