Polska język bardzo trudna

Z przerażeniem – przerażeniem – obserwuję, jak społeczeństwo nam dziczeje. Coraz mniej Polaków nie przykłada większej, a może i żadnej, wagi do języka polskiego. I nie chodzi mi bynajmniej o popełnianie błędów, bo to dotyczy przecież każdego albo prawie każdego, ale właśnie o tę niedbałość, niechlujstwo językowe, obojętność na to, czy to, co się pisze i mówi, jest po polsku, czy bardziej po polskiemu.

Przypadki myli już prawie każdy. W zasadzie nic w tym dziwnego, skoro w reklamach zachęcają nas do odebrania z salonu „smartfona”, a inni to potem cytują w „cudzysłowiu”. Błędy są już tak powszechne, że się ich nie zauważa. Ale czy to zwalnia nas z dbania o własny język i o poprawność językową?
To trochę błędne koło. Ludzi nie obchodzi poprawność – więc twórcy reklam i programów telewizyjnych wychodzą z założenia, że i tak to nie ma znaczenia, ważne, żeby przesłanie trafiło do mas. Masy przyswajają błędy i nawet, jeśli dowiedzą się potem, że „smartfona” nie odbiera się tak samo, jak nie odbiera się „telefona”, to myślą: „No dobra, i co z tego? Skoro już w telewizji tak mówią, to co się niby zmieni, jeśli ja nagle zacznę mówić poprawnie?” itd.
Bardzo ubolewam nad tym, że TVP nie emituje już programu „Ojczyzna polszczyzna” albo, chociażby, „Pucuł i Grzechu” (te krótkie scenki mocno zapadły mi w pamięć). O ile program pana Miodka nie był raczej skierowany do „statystycznego Polaka”, bo ani to kolorowe, ani fajerwerków nie ma, ot, siedzi facet przy biurku i nadaje o języku, o tyle „Pucuł i Grzechu” mógł być traktowany jak jedna z reklam – prosta historyjka, prosty przekaz, czasem nawet się zdarzyło, że żart był zabawny – a wszystko trwało niecałą minutę, czyli tyle, ile trwa jedna reklama. Najwyraźniej jednak nasi rodacy są tak odporni na język, w którym próbują mówić, że takie programy odstraszają ich jak podłączony do kontaktu Raid odstrasza komary. Bo po co zaśmiecać sobie głowę faktami takimi, jak np. ten, że nie należy mówić „włanczam” (a raczej „włãczam”), tylko „włączam”. Nadmiar informacji, przeciążenie mózgu, organizm może nie wytrzymać, jeszcze pikawka pęknie i po człowieku – same problemy z tą polszczyzną!

Na pewno jednym z powodów sytuacji takiej, a nie innej jest to, że ludzie – zwłaszcza młodzi, i to głównie ich dotyczy ten wpis – nie czytają. Nie czytają. Nie czytają książek, nawet porządnego czasopisma nie wezmą do ręki. Oo, czytają za to Pudelka. No i przecież Onet czytają, Onet to jak gazeta, tyle że na ekranie. Ale aż żal serce ściska, jak się czyta niektóre artykuły i newsy. Sorry, ale coś jest nie tak, jeżeli licealistka widzi błędy językowe na poważnym portalu, dla którego teoretycznie powinien być zatrudniony korektor. Ale, jak niedawno powiedziała mi jedna z polonistek, teraz ani redakcje, ani portale nie zatrudniają korektorów, bo wychodzą z założenia, że jeżeli ktoś skończył dziennikarstwo, to zna język polski. Hm. Powinien znać. A fakty są takie, że… licealistka widzi błędy.
Książki bardzo poszerzają horyzonty. Zarówno wyobraźni, jak i wysławiania się. I nie chodzi mi o to, żeby każdy zaczął mówić w stylu Oscara Wilde’a. Sęk w tym, że literatura poszerza zakres naszego słownictwa, przyzwyczaja nas do bardziej skomplikowanych niż te codzienne, kolokwialne wypowiedzi i wreszcie ogólnie zwiększa naszą elokwencję i… oczytanie.

Ale to coraz rzadziej się ceni. Przyznaję bez bicia, że sama w momentach zdenerwowania i/lub presji i/lub niepewności mam problemy z ładną i składną wypowiedzią. I nie będę udawać, że na co dzień mówię „językiem pisanym”. To naturalne, że język pisany różni się od języka mówionego, a w rozmowach używamy wielu zwrotów potocznych itp. I choć mnie samą denerwuje moja niemożność pięknego wypowiedzenia się, to jestem świadoma, że coś jest nie tak.
Jestem trochę podłamana, kiedy – najczęściej zdarza się to na facebooku, kiedy piszę z grupą znajomych albo wymieniam się komentarzami z ludźmi, z którymi mam do czynienia w rzeczywistości (ale w normalnej, niewirtualnej rozmowie też czasem tego doświadczam) – to, co napiszę, zostaje wprost ocenione jako wymądrzanie się albo pokazywanie innym, jaka jestem świetna albo pycha tylko dlatego, że moje myśli poukładałam i napisałam na tyle sensownie i zrozumiale, na ile umiałam, bez używania „hehe xD bez kitu zajebiście”. „Uwielbiam” też, kiedy ktoś ma jakieś wątpliwości natury właśnie językowej, pyta mnie, dlaczego jest tak, a nie inaczej, a kiedy staram mu się to wytłumaczyć tak przejrzyście, jak się da, potwierdzając to, co mówię, prawdziwymi zasadami języka polskiego (jeżeli po wytłumaczeniu „po ludzku” nie było efektów), słyszę lub czytam „nie wymądrzaj się”, „no tak, jak zawsze wszystko wiesz najlepiej”. Nożcholera! Szczere dobre chęci są odbierane jako chęć udowodnienia komuś czegoś albo megalomania. Tak, jakby to była moja wina, że człowiek wbił sobie do głowy błędne założenia i nie jest w stanie teraz zrozumieć tego, co przytaczam – bo sama nie wymyślam sobie żadnych językowych zasad, a jeżeli nie jestem czegoś naprawdę pewna, to po prostu się nie wypowiadam [ew. mówię: „Nie jestem pewna, wydaje mi się, że powinno to być tak, ale lepiej na tym się nie opieraj, bo nie wiem„].

Czuję się w pewnym sensie odpowiedzialna za przekazywanie dalej tego, co wiem. Boli mnie kaleczenie języka polskiego, ale jeszcze bardziej boli mnie całkowita obojętność i lenistwo. Nie ma świadomości i nie ma chęci zdobycia świadomości. Nie uważam się za polonistycznego guru, dobrze wiem, że popełniam błędy, ale jestem świadoma, że moja wiedza jest w tych kwestiach i tak „statystycznie” większa niż przeciętna, więc czuję pewną misję pomagania ludziom wtedy, kiedy jestem pewna rozwiązania danego problemu. Czuję to właśnie dlatego, że mnie boli i mam wrażenie, że jeżeli ludzie nie będą dzielili się z innymi tym, co wiedzą – bez względu na to, czy znają cały słownik języka polskiego, poprawnej polszczyzny i wyrazów kłopotliwych na pamięć, czy mają dysortografię, ale pamiętają jakąś regułkę dotyczącą często popełnianego błędu – wówczas takich osób będzie coraz mniej, coraz mniej, aż język polski tak zubożeje, że stanie się jakąś orwellowską nowomową. „Bo przecież i tak wiadomo, o co mi chodzi”.

Image

PS Od 10 minut jest osiemnasty kwietnia. Nie osiemnasty kwiecień. Może to dziwne, ale w tym roku kwiecień jest jeden.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Polska język bardzo trudna

  1. abzi pisze:

    Jako czytelniczka Pudelka wypraszam sobie twierdzenie, że wszyscy jego czytelnicy są głupi i nie umieją pisać! ;)

  2. Miniaturka Żaby pisze:

    Powołując się na moje doświadczenie sprzed kilku lat stwierdzam, że programy o języku mogłyby odstraszać tak, jak Raid odstrasza komary.
    A co do młodzieży, która nie czyta, pewien bliski mi osobnik płci męskiej od dłuższego czasu raz na jakiś czas zgarniał kazanie na temat tego, że nie czyta, i jak się czuje z tym, że nie przeczytał np. „Roku 1984” :D
    PS Skąd znam ten plakat?

    • Z pisze:

      Plakat wisiał w mojej szkole, mogłaś już widzieć to zdjęcie na facebooku. Tworzenie plakatu nadzorowała jedna z polonistek.

      • Unmadebed pisze:

        „Tworzenie plakatu nadzorowała jedna z polonistek.” Jestem przerażona i rozkładam ręce.
        Językową masakrę można też zaobserwować w lokalnych gazetach. Kuleje składnia, interpunkcja, czasem do tego stopnia, że muszę poszczególne zdania czytać na głos, żeby zrozumieć, co autor miał na myśli. Swoją drogą, ładny i wyczerpujący tekst. Wyślij go gdzieś.

      • Z pisze:

        Też nie mogłam się nadziwić, kiedy to zobaczyłam. Ta sama polonistka przy omawianiu wiersza korzysta z książkowego opracowania. (Ale i tak – gdzie jest reszta nauczycielek, gdzie wykształceni ludzie, „profesorowie” z tytułem magistra, którzy w tej szkole pracują?).

        Dziękuję za taką opinię :)) Niestety, nie wiem, gdzie mogłabym taki tekst wysłać ani czy ktoś w ogóle chciałby go opublikować.

  3. sunycia pisze:

    Hahahahhaah ostatnie zdanie najlepsze :D Ach, nie będę się rozpisywać (bo i po co?), ale zgadzam się z Tobą, sama rozumiesz. Tylko co my możemy z tą naszą wiedzą zrobić? Tym bardziej, jak nie mamy na to papierka, nie ukończyłyśmy polonistyki, ani kursów korektorskich, a mnie marzy się praca korektorki, np. w jakimś wydawnictwie. Chciałabym kupić sobie jakąś książkę z interpunkcją polską (bo wydaje mi się, że w tym mam braki), ale nie wiem gdzie. Nawiasem mówiąc – zauważyłam, że chyba mówisz „mi”, w miejsce „mnie”, np.: „mi się to nie podoba”, a powinno być: „mnie się to nie podoba”, na takiej samej zasadzie, co: mu, go, ci, cię, itp.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s