Girly night out / Kwatera główna

Byłam wczoraj z M. i J. na babskim wieczorze. M. zaprosiła nas na drinka z okazji jej 19. urodzin, zdanego prawa jazdy i ot tak, żeby spędzić razem czas. Kiedy czekałyśmy na J., w knajpie panowie właśnie rozgrywali mecze w Fifie, więc nie nudziłyśmy się, kiedy przez 40 minut nie dostawałyśmy zamówionej na spółę porcji nuggetsów. Co więcej, wydawało mi się, że co jakiś czas wzbudzałyśmy zainteresowanie któregoś z przedstawicieli płci męskiej, po prostu siedząc na kanapie i oglądając mecz.

J. dołączyła do nas wcześniej niż nuggetsy. Zjadłyśmy mięsko i zamówiłyśmy coś do picia. Oczywiście zapomniałam wziąć dowód, a po wcześniejszym wędrowaniu w tę i z powrotem w sprawie zamówienia nie chciałam znów rozmawiać z barmanem, więc w kwestii drinka reprezentowała mnie M.
Stwierdziłam, że muszę nauczyć się robić malibu, bo alkoholu tam praktycznie nie czuć, a smakuje jak napój bogów.
Drugie Malibu postawiła nam niespodziewanie M. i po kilku minutach sączenia nektaru (no dobrze, w moim przypadku trudno to nazwać sączeniem, bo mleko z kokosem smakowało mi tak bardzo, że wypiłam całe prawie od razu) na chwilę wyszła. Wtedy razem z J. zaczęłyśmy tworzyć niesamowite teorie matematyczne, wzory na wytrzymałość kokosa o średnicy metra włożonego do piekarnika, a także zastanawiałyśmy się, jak uniknąć ulatniania się czadu po włożeniu kokosa do piekarnika.
(Zaiste, uczniowie tzw. klas humanistycznych na pewno nie żartowaliby z takich rzeczy).

Co więcej, stworzyłyśmy równanie takiej reakcji spalania niecałkowitego z uwzględnieniem pierwiastka dwuwartościowego kokosu… Nie, nie jesteśmy w biol-chemie.

(Jestem świadoma, że w reakcji coś może się nie zgadzać z dwoma cząsteczkami Ko i dwuatomowym pierwiastkiem, ale… ludzie, jesteśmy w klasie matematycznej i pisałyśmy to w knajpie! Już sam ten fakt może być odbierany jako niepokojący!)

______________________________________________________

Mam dwa psy. Suczki. Jeszcze niedawno miałam trzy, ale dwunastoletnia Neska – owczarek niemiecki – po dłuższym czasie chorowania i ogólnego osłabienia – nas opuściła.
W dzieciństwie poza psami miałam też chomiki. Miałam ich kilka (nie w tym samym czasie), ale lepiej, jeśli na tym zdaniu opowieść o chomikach skończę.
Z racji tego, w jakim miejscu mieszkam, parę razy zdarzyło się, że z bratem opiekowaliśmy się jakimś ptaszkiem, który wypadł z gniazda albo stoczył nierówną walkę z jednym z naszych psów, nie decydując się jednak na odejście z tego świata.
Niektórzy mają jednego zwierzaka, inni trzy, jeszcze inni hodują kury albo króliki i mają ich kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt. Można też nie mieć ani jednego pupila i też jest fajnie.

Ja natomiast poza dwoma suczkami mam tysiące, dziesiątki tysięcy, setki tysięcy – nie wiem dokładnie, ile, i mam nadzieję nigdy nie mieć okazji się dowiedzieć – innych zwierzaczków. Niee, nie zaliczam do nich pcheł, którymi opiekuje się mój pies, w końcu to jego [jej] podopieczni. Otóż… mój dom już dawno temu pokochały mrówki.
W zeszłym roku jakoś nas porzuciły, co przyjęłam z wielką radością i pewną dozą naiwności, że może już nie wrócą. Jednak tej wiosny…
…powróciły ze zdwojoną siłą.
Zawitały nawet do łazienki na piętrze. Widocznie najpierw się najadły wszystkimi okruszkami, jakie znalazły, a potem postanowiły zadbać o higienę.
Z jednej strony już do tego przywykłam, a z drugiej mam ich coraz bardziej dość. Żebym nie mogła w spokoju przygotować kanapki albo umyć rąk?!

Ci, którzy czasem bywają lub bywali w moim domu – a takich osób jest naprawdę niewiele – wiedzą, że nadmiar zwierzątek domowych to nie jedyne, co wyróżnia moje miejsce zamieszkania wśród innych. Poza mrówkami:
1. Z miejsca, w którym kiedyś było okno na parterze, teraz wystaje prowizoryczny komin wmurowany w dziurę po oknie, a pas ściany powyżej niego jest pięknie okopcony;
2. Na piętro prowadzi 9 schodów, z których jeden jest jakieś 15 cm dłuższy od reszty;
3. Ściany w moim pokoju są częściowo ze styropianu, dlatego kiedy miałam kilka lat, przed snem lubiłam paznokciami wyduszać wzorki w ścianie, przy której stało łóżko, a kilka lat później plakaty i obrazki mocowałam do ścian nie taśmą klejącą ani gwoździami, lecz pinezkami. Nadal zdarza się, że coś przyczepię do ściany pinezką. A ściany, tak na marginesie, są krzywe.

__________________________________________________________

Myślisz „Jestem Bóg wie, jak wyjątkowy”, ale mylisz się.
__________________________________________________________

Chylę się w pokorze i wstydzie, bo dopiero dziś dowiedziałam się, że poprawnie pisze się „z powrotem”. Dotychczas pisałam „spowrotem” i byłam szczęśliwa. Co prawda wyglądało mi to trochę dziwnie, ale z jakiegoś powodu zapamiętałam, że tak należy pisać. Cóż, codziennie uczymy się czegoś nowego, najczęściej na własnych błędach.

Powinnam przygotowywać prezentację maturalną, ale chyba jeszcze coś poczytam, obejrzę, zjem, odkurzę dom…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Girly night out / Kwatera główna

  1. wioletka pisze:

    Pieszczotliwie opisywałaś swoje zwierzątka, że postanowiłam się podzilic tym, że kiedyś miałam ważkę, którą hodowałam. Ważka po dwóch dniach zmarła i zrobiłam jej pogrzeb. W pudełku po masmixie umieściłam kwaty oraz zwłoki ważki. Pogrzeb odbył się w ogródku, zrobiłam nawet krzyż. Było to około 15 lat temu. A piszę to dlatego, że niedawno wykopałam pudełko po masmiksie spod rabatki z kwiatkami. Pudełko w stanie nienaruszonym! Fascynujące, prawda? :)

    • Z pisze:

      Widzisz, wybudowałaś pomnik trwalszy niż ze spiżu! Ważka umarła, ale pamięć po niej nie, non omnis moriar. | (Sorry, jestem maturzystką)

  2. aga pisze:

    Zoś, reakacja z kokosem rządzi.
    Nie szukaj wymówek, żeby opóźnić robienie prezentacji! (napisała ta, która umyła okna, bo nie chciało jej się uczyć).

  3. Miniaturka Żaby pisze:

    Ja nigdy nie mogłam zapamiętać, jak się to pisze, ale od kilku lat zawsze jak się nad tym zastanawiam, przypominam sobie okładkę książki „Hobbit, czyli tam i z powrotem” :)
    PS Tego komina chyba nigdy nie zauważyłam. W każdym razie nigdy nie przykuł mojej uwagi.
    PPS Drinki w których nie czuć alkoholu są niebezpieczne!

    • Z pisze:

      Może i niebezpieczne, ale, jak widać, zwiększają kreatywność : )

      Z Hobbitem rzeczywiście łatwiejsze do zapamiętania… Chociaż ja już teraz i bez tego będę pamiętać.

  4. Unmadebed pisze:

    Wioletko! Jak wyglądają zwłoki ważki po 15 latach? To niesamowicie intrygujące!

    • wioletka pisze:

      nie mam pojęcia, nie otwierałam, to dla mnie trochę profanacja zwłoczek :)

      • Unmadebed pisze:

        Mogłaś zrewolucjonizować naukę! A co jeśli zwłoczki się nie rozłożyły? Czy to oznacza, że ważka była święta? ;) Ciekawość by mnie zeżarła na Twoim miejscu!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s